Mama i Córka 2003 – Takie różne, takie piękne

May 30th, 2003

Rozmawiamy z Mirosławą i Eweliną Kawczyńskimi, Najpiękniejszą Mamą i Córką 2003 oraz Miss Publiczności naszego konkursu.

* Przede wszystkim gratuluję. Jak panie będą wspominać finał?

E.K. (córka) – Dla mnie to było ogromne przeżycie. Najszczęśliwszy dzień w moim życiu i na dodatek w moje imieniny. Nigdy tego nie zapomnę.

M.K. (mama) – Przyznam, że Ewelina zaciągnęła mnie na konkurs niemal siłą, a po tym wszystkim dziękowałam jej, że nie dała mi się zniechęcić. Dla dojrzałej kobiety, takiej jak ja, to było naprawdę niesamowite. Polecam to wszystkim paniom.

* Najpierw dowiedziałyście się, że zostałyście Miss Publiczności…

E.K. – To było moje marzenie! Ze względu na nagrodę (występ w programie telewizyjnym lub serialu – przyp. aut.). Gdy to usłyszałam, byłam już taka szczęśliwa, że w ogóle nie myślałam o tym, kto wygra. Tym bardziej że do zwycięstwa typowałyśmy parę nr 14, panie Bańkowskie. Kiedy się okazało, że zostały II wicemiss, sądziłyśmy, że wygrają „szóstki”. A tu nagle… my! To było takie zaskoczenie, że mi tylko łzy poleciały z oczu.

* Pamiętacie kilka następnych minut?

E.K. – Zakładali mi koronę, to pamiętam. Aha, Najpiękniejsza Córka z ubiegłego roku bardzo miło się przy tym zachowała, bo szepnęła mi: „Nie płacz, za chwilę będą ci robić zdjęcia, uważaj, żeby makijaż się nie rozmazał”. Chwilę potem rzucili się na nas fotoreporterzy.

M.K. – Ja się przestraszyłam, bo po zakończeniu gali dziecko mi zginęło. Ktoś ją wyniósł z sali na rękach, do tej pory nie wiem kto.

E.K. – Ja też nie wiem! To był chyba jeden z kaskaderów. Tata biegł za nami i też nie bardzo wiedział co się dzieje.

M.K. – Zapamiętałyśmy jeszcze coś: na widowni wypatrzyłyśmy twarze osób, których obecności się nie spodziewałyśmy. Na przykład moich znajomych z poprzedniej pracy. Niektórych nie widziałam parę lat i w ogóle nie zawiadamiałam, że bierzemy udział w konkursie. Musieli zauważyć nas w gazecie… i przyszli, bo widocznie chcieli przyjść. To było ogromnie miłe.

E.K. – Moi koledzy ze szkoły też byli.

* Jako Najpiękniejsza Mama i Córka 2003 wygrały panie daewoo matiza. Kto nim będzie jeździł?

E.K. – Plan był niby taki, że jeśli wygramy auto, a ja zrobię prawo jazdy, to ja. Ale jak przyszło co do czego… to teraz nie wiadomo!

* Powiedzcie coś o sobie.

M.K. – Hm, coś o sobie… Oprócz Eweliny mam także 13-letniego syna Karola. Choć z wykształcenia jestem nauczycielką, pracuję w firmie budowlanej, sprzedaję domy i mieszkania. Poza tym uczę się. Ewelina zna już biegle dwa języki obce, uczy się trzeciego. Ja zaczęłam naukę angielskiego, ale dobrze władam już włoskim. Bardzo lubię ten język. Pracowałam we Włoszech, mam tam przyjaciół. Prowadziłam własną firmę, która importowała elegancką odzież z Włoch. Ba! Nawet biuro podróży wówczas prowadziłam. Włoskie oczywiście!

* Oj, dużo tych zajęć!

M.K. – Dość późno zaczęłam karierę zawodową, tak że w ciągu minionych sześciu lat chciałam nadgonić czas, który najpierw poświęciłam ważniejszym wówczas sprawom: dzieciom i domowi. Bardzo cieszę się zresztą, że mogłam sobie na to pozwolić. To była dla mnie komfortowa sytuacja, móc oddać się temu całkowicie. Dobrze wiem też, że wcale nie jest to łatwe zajęcie. Teraz staram się realizować na innej płaszczyźnie. Mam jeszcze pewne plany. Na pewno nadal będę uczyć się języków obcych.

E.K. – Ja? Chodzę do III LO. Jestem w trzeciej klasie. Przede mną matura i studia. Właśnie wybieram odpowiedni dla mnie kierunek. Myślę o stosunkach międzynarodowych lub dziennikarstwie, bo chciałabym zajmować się czymś mającym związek z mediami. Jak powiedziała mama, lubię uczyć się języków. Teraz zaczynam hiszpański, a mówię już po angielsku i niemiecku. Ostatnie wakacje spędziłam właśnie w Niemczech. Chodziłam do szkoły, w Berlinie pracowałam trochę w przedszkolu. Teraz chcę pojechać pouczyć się niemieckiego w Hamburgu. Lubię czytać, biorę udział w konkursach recytatorskich, no teraz już trochę mniej… Co jeszcze? Gram na pianinie. Będąc u mnie w pokoju nietrudno zauważyć, że moją idolką jest Marylin Monroe. To taka moja jakby patronka.

* Czemu właśnie ona?

E.K. – Potrafiła wybić się znikąd. To w niej podziwiam. Była sierotą, bardzo nieszczęśliwą jako dziecko, samotną. Obiecała sobie, że osiągnie sukces i wybiła się na taki szczyt sławy, że do tej pory o niej pamiętamy. Dla wielu osób wciąż jest boginią.

* Konkurs na „Najpiękniejszą Mamę i Córkę”, w którym zwyciężyłyście, jest m.in. wyrazem wiary w istnienie szczególnej więzi między mamą i córką właśnie. Co was łączy?

M.K. – (Śmieje się) My jesteśmy całkowicie inne!

E.K. – Totalnie różne!

* Czym się tak różnicie?

M.K. – Ona ma inne zdanie, ja mam inne zdanie. Ja staram się ją przekonać, ona mnie.

E.K. – Mama jest spod znaku Raka, a ja Byka. Jestem uparta, narzucam swoje zdanie. A mama… Mama też!

M.K. – Chyba jesteśmy dwoma silnymi charakterami. Nie, nie chodzimy razem za rączkę do teatru. To zresztą ciężko byłoby zrealizować. Ewelina ma wiele zajęć. Wychodzi rano, wraca wieczorem. Ja też dużo pracuję, od trzech lat nie miałam urlopu z prawdziwego zdarzenia, co najwyżej pięciodniowe. Na wspólne wyjazdy i wypoczynek też nie mamy ostatnio zbyt wiele okazji.

Ewelina ma swoich znajomych, swój sposób życia, do którego staram się nie wtrącać. Ufam jej i myślę, że się na niej nie zawiodę.

Autor artykułu: Piotr Jach

Detektyw od pracy i płacy

May 30th, 2003

Kandydat na emeryta, który chce zgromadzić dokumenty dotyczące płacy i zatrudnienia, ma coraz większe kłopoty z ich wyszukaniem. Za ich odnalezienie w archiwach często musi płacić i to niemało. Tymczasem zdaniem ZUS handel zaświadczeniami jest nielegalny.

Tadeusz Trajdos jest jedynym w Łodzi prywatnym detektywem specjalizującym się w poszukiwaniu zaginionych pracowniczych archiwów. Ustala, gdzie znajduje się archiwum zlikwidowanego zakładu pracy, zdobywa dokumenty o płacy i zatrudnieniu, które są potem podstawą do wyliczenia emerytury i kapitału początkowego. Bez nich trudno o godziwą emeryturę.

Biuro poszukuje nie tylko dokumentów, ale także świadków, gdyż przy potwierdzaniu okresu zatrudnienia może to być wystarczające, jeśli np. cała dokumentacja została już zniszczona. Usługa nie jest tania. Za odnalezienie jednego zakładu pracy i dostarczenie klientowi kompletu dokumentów trzeba zapłacić co najmniej 100 złotych. W pewnych przypadkach trzeba jednak wydać znacznie więcej, chociażby wtedy, gdy właściciel dokumentów nie chce ich za darmo udostępnić i trzeba je odkupić.

Prywatnych firm handlujących dokumentami płacowymi jest coraz więcej. Za skopiowanie listy płac żądają od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Tłumaczą to tym, że ponoszą koszty przechowywania archiwów. Pieniędzy domagają się nawet niektóre państwowe archiwa.

– To nielegalne – twierdzi Jerzy Pietrasik, rzecznik łódzkiego ZUS. – Ustawa mówi, że organy administracji państwowej, samorządowej i pracodawcy muszą te dokumenty udostępniać nieodpłatnie. Jednak nie jest łatwo zmusić firmę do wykonywania tego obowiązku. Poza tym wszyscy tłumaczą się kosztami, jakie ponoszą przy archiwizacji, wyszukiwaniu dokumentów i ich kopiowaniu. Nikt nie chce do tego dokładać.

Dlatego wiele firm, nawet gdy ma dokumenty pracowników, to przechowuje je w zamkniętych szafach lub piwnicach i dla własnej wygody… odmawia ich udostępnienia. Inne zrobiły z tego dobry biznes. Dla emerytury wyższej o kilkadziesiąt złotych miesięcznie ludzie są skłonni wydać dużo pieniędzy.

Autor artykułu: Krzysztof Zając

Pabianicką lepiej omijać

May 30th, 2003

Kierowcom jadącym w stronę ronda Lotników Lwowskich radzimy unikać ulicy Pabianickiej. Zmotoryzowani mają tu do dyspozycji tylko jeden pas ruchu. By wjechać na rondo, muszą więc długie minuty czekać w korku…

– Utrudnienia powinny zniknąć do poniedziałku. Tego dnia ekipy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji mają zakończyć usuwanie awarii wodociągu, do której doszło na wschodniej jezdni ul. Pabianickiej, na odcinku od al. Włókniarzy do ronda Lotników Lwowskich – mówi Barbara Solecka, kierownik Oddziału Koordynacji Robót w Wydziale Dróg i Transportu Publicznego UMŁ.

Do tego czasu lepiej skorzystać z objazdu al.Włókniarzy, ul. Obywatelską i al. Politechniki.

Autor artykułu: (sim)

Ola Urbańczyk w Barcelonie i Glasgow

May 28th, 2003

Zgodnie z zapowiedzią Polski Związek Pływacki po Głównych Mistrzostwach Polski w Pływaniu, ustalił skład zawodników, którzy wykonali wyznaczone minima i będą nas reprezentować w głównych międzynarodowych tegorocznych imprezach.

W Mistrzostwach Świata Seniorów w Barcelonie (20 – 27.07. br.) wystartują: Otylia Jędrzejczak (AZS AWF Warszawa), Aleksandra Urbańczyk (MKS Trójka Łódź), Paulina Barzycka (Orlik Lublin), Paweł Korzeniowski (Dwory Unia Oświęcim), Przemysław Stańczyk (MKP Szczecin).

W 15-osobowej reprezentacji na Mistrzostwa Europy Juniorów w Glasgow (31.07 – 3.08. br.) też znalazła się Aleksandra Urbańczyk (MKS Trójka Łódź), która ma na tej imprezie duże szanse wywalczenia medalu. Obok niej do Szkocji pojedzie także Agata Nowak z Kormorana Olsztyn, córka byłej zawodniczki łódzkiego Startu, znanej w Łodzi pod panieńskim nazwiskiem Małgorzaty Kaczmarek.

Wreszcie w Europejskich Młodzieżowych Dniach Olimpijskich w Paryżu (28.07-01.08. br.) w gronie polskiej reprezentacji znalazły się: Aleksandra Majda (Skra Bełchatów) i Joanna Charzewska (Nawa Skierniewice).

Autor artykułu: (mm)

Złote czirliderki z Uniwerku

May 28th, 2003

Trójka studentów Uniwersytetu Łódzkiego: Marta Szwedzka, studentka biologii, Ola Sadowska, studentka filologii angielskiej i Łukasz Wałęza, student wychowania fizycznego i zdrowotnego zdobyli mistrzostwo Polski w aerobiku sportowym w grupie uniwersytetów. Dziewczyny na co dzień występują w zespole czirliderek „Aerodance”, zagrzewając do dopingu kibiców koszykówki („Aerodance” opisywaliśmy w marcu na łamach „Expressu”).

W klasyfikacji generalnej warszawskich zawodów Ola i Łukasz, jako para sportowa, zajęli III miejsce na 27 uczelni startujących z całej Polski.

– Zdobycie tytułu kosztowało ich wiele godzin wyczerpujących ćwiczeń – mówi trenerka Dorota Czarniecka. – Przygotowywaliśmy się od września do maja, trzy razy w tygodniu po kilka godzin dziennie.

To czwarty złoty medal, który podopieczni Doroty Czarnieckiej zdobyli na studenckich mistrzostwach Polski.

Autor artykułu: (aga)

Radiowozy na złom

May 27th, 2003

Łódzka policja ma do swojej dyspozycji tysiąc aut. Najwięcej, bo aż 400, jest polonezów. Są również skody, volkswageny, fordy, daewoo lanosy, nubiry, stary, jelcze oraz wyprodukowane na początku lat osiemdziesiątych paliwożerne UAZ-zy. Połowa z tych aut jest jednak tak mocno wyeksploatowana, że już dawno powinna być wycofana ze służby!

Próbujemy radzić sobie z tym problemem. Jednak nie zawsze się opłaca naprawiać zdezelowane auta – przyznaje nadkom. Andrzej Gręda, zastępca naczelnika wydziału transportowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Tak naprawdę, to policja nie ma wyjścia. Jeżeli chce w miarę normalnie funkcjonować, musi remontować wysłużone samochody. Naprawy dokonywane są w policyjnych warsztatach w Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim, Sieradzu i Skierniewicach.

8 lat służby

Średni wiek samochodów eksploatowanych przez łódzką policję wynosi 8 lat. Oblicza się też, że w czasie służby patrolowej w Łodzi radiowóz przejeżdża w ciągu doby około 150 km. Po 160 tys. km przebiegu prawie każde auto nadaje się do gruntownego remontu.

– Do wymiany kwalifikuje się zwykle zawieszenie. Naprawy wymagają też hamulce, układ kierowniczy i inne elementy samochodu decydujące o bezpieczeństwie jazdy – kontynuuje nadkom. Andrzej Gręda.

W łódzkiej policji jest dziesięć UAZ-ów. Choć mają ponad trzydzieści lat, wciąż jeszcze służą w komisariatach w małych miasteczkach i w jednostkach prewencji. Wbrew pozorom jest na nie najmniej narzekań. UAZ-y uchodzą za niezawodne i wręcz niezastąpione w trudnym terenie.

Policjanci mówią, że te auta nie boją się wertepów, błota i można nimi dojechać w każde miejsce.

Nowych aut przybywa jak na lekarstwo. W ubiegłym roku łódzka policja otrzymała ich zaledwie 35. Były to skody fabie, polonezy i daewoo lanosy. W tym roku nie dostała jeszcze żadnego.

Na cywilnych numerach

Samochody osobowe wykorzystywane są głównie jako radiowozy. Służą m. in. w „drogówce”, prewencji i służbie kryminalnej. W tej ostatniej, ze względu na jej specyfikę, auta są nieoznakowane i jeżdżą na cywilnych numerach rejestracyjnych. Auta osobowe mają również do swojej dyspozycji wysocy rangą komendanci. Nadinspektor Jacek Staniecki, komendant wojewódzki policji w Łodzi, jeździ rocznym volkswagenem passatem. Młodszy inspektor Jan Feja, komendant miejski policji w Łodzi, kilkuletnim fordem mondeo.

Szefostwo Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi o stanie taboru samochodowego na bieżąco informuje Komendę Główną Policji w Warszawie. Komisarz Sławomir Cisowski, rzecznik prasowy komendanta głównego przyznaje, że jego szef zna te bolączki.

– Wymiana taboru samochodowego to jednak poważne przedsięwzięcie finansowe, a decyzje zapadają na szczeblu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – zaznacza.
Alicja Chytrek, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowała nas, że resort przygotowuje plan gruntownej wymiany samochodów w policji.

– Wiemy, że sytuacja w policji pod tym względem jest zła. W ciągu najbliższych trzech lat do policji ma trafić kilka tysięcy nowych aut – wyjaśnia.

Ile z nich otrzyma Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi będzie wiadomo dopiero po gruntownej analizie stanu taboru samochodowego w całej policji.

Autor artykułu: (em)

Dziś Ich Troje wystąpi na Festiwalu Eurowizji

May 24th, 2003

– Michał na każdym kroku jest oblegany przez fanów. Rozdaje w Rydze mnóstwo autografów i udziela licznych wywiadów. Gdyby to zainteresowanie przekładało się na sukces to pewnie zajęlibyśmy I miejsce – żartuje Maciej Durczak, menedżer Ich Troje.

Dzisiejszy wieczór może okazać się dla Michała Wiśniewskiego i Ich Troje najważniejszym w karierze. Emocje zaczną się już o godz. 21, gdy rozpocznie się konkurs Eurowizji.

Łódzka grupa jest w stolicy Łotwy od poniedziałku i spędza czas bardzo pracowicie.

– Każdego dnia ciężko pracujemy. Mamy próby i liczne spotkania, uzgadniamy szczegóły związane z kostiumami. A teraz właśnie jedziemy na próbę z publicznością do znakomicie przygotowanej hali „Skonto”, gdzie odbędzie się finałowy koncert – mówił nam wczoraj wieczorem Durczak.

– W Rydze jest świetna atmosfera. Wśród uczestników konkursu nie ma zawiści, a jedynie wzajemna sympatia. Życzyłbym sobie, aby tak było też u nas w kraju. Spotkaliśmy się na bankietach z innymi wykonawcami m. in. Niemką Lu i Hiszpanką Beth. Z Tatu nie mieliśmy okazji. Rosjanki, jako jedyny uczestnik Eurowizji, nie mieszkają w hotelu Reval, gdzie zakwaterowano wszystkich wykonawców – opowiadał.

Mimo przyjaznej atmosfery w Rydze zespół Ich Troje czuje już nadchodzące emocje. Menedżer Maciej Durczak bardzo ostrożnie mówi o szansach na sukces:

– Nie popadamy w euforię, bo dwa lata temu Piasek też miał bardzo dobrą prasę i notowania, a zajął odległe miejsce.

Autor artykułu: (pol)

Poszukiwano zwłok zaginionego biznesmena

May 24th, 2003

Policjanci z psem przeszkolonym do poszukiwania zwłok, sprowadzonym specjalnie z Tomaszowa Mazowieckiego, przeczesywali wczoraj las w Pawlikowicach koło Pabianic w poszukiwaniu ciała zaginionego siedem miesięcy temu pabianickiego biznesmena Ryszarda Brożyny. Niestety, bez rezultatu.

Miejsce poszukiwań wskazał rodzinie jasnowidz, według którego martwy Ryszard Brożyna miał być zakopany w młodym lesie sosnowym. Jasnowidz narysował mapę, na której zaznaczył dwa miejsca przy stawach. Akcja trwała ponad cztery godziny.

42-letni Ryszard Brożyna zniknął z domu14 października ubiegłego roku. Kiedy żona i dzieci wróciły tego dnia z kolacji w restauracji, jego już nie było. Zostawił dokumenty i samochód. Jego telefon komórkowy milczał.

– Jasnowidz powiedział, że brat spotkał się na polnej drodze z trzema mężczyznami, którzy wciągnęli go do samochodu i wywieźli siedemset metrów w las – opowiada Ewa Cieślak, siostra zaginionego, która także uczestniczyła we wczorajszych poszukiwaniach.

Policyjne śledztwo stoi w miejscu. Wykluczono porwanie dla okupu czy też porachunki z mafią. Według policjantów, Ryszard Brożyna nie miał wrogów ani długów.

Osoby, które mogą pomóc w odnalezieniu pabianiczanina, proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Pabianicach przy ul. Żeromskiego 18, tel. 22-53-348.

Autor artykułu: (ces)

Pożarnicze mistrzostwa Łodzi

May 24th, 2003

Sporty pożarnicze to takie zajęcie, któremu każdy strażak oddaje się codziennie. W konkurencjach zakończonych wczoraj mistrzostw Łodzi można dopatrzeć się bowiem elementów rutynowego szkolenia i umiejętności przydatnych przy gaszeniu pożarów.

– Sporty pożarnicze służą nie tylko zabawie, ale przede wszystkim podnoszeniu sprawności zawodowej strażaków – mówi starszy kapitan Piotr Jóźwiak, rzecznik prasowy.

Zawody trwały trzy dni i składały się z czterech konkurencji, w których zmagali się strażacy ze wszystkich łódzkich jednostek. Pierwszego dnia odbyła się tzw. hakówka – wspinaczka na III piętro budynku z użyciem drabiny hakowej. W czwartek strażacy musieli m.in. biegać z wężami po równoważni, pokonać 2-metrową ścianę, podłączyć prądownicę (czyli tzw. sikawkę).

Wczoraj rozegrano ostatnie dyscypliny: sztafetę pożarniczą 4 razy 100 metrów z przeszkodami i widowiskowe ćwiczenia bojowe.

Mistrzowski tytuł zdobyli strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 10 z ul. Pojezierskiej, znanej z sekcji ratownictwa wysokogórskiego. Kolejne miejsca zajęły drużyny JRG-1 i JRG-6. Zwycięzcy wczorajszych zawodów będą reprezentować Łódź na mistrzostwach wojewodztwa.

Autor artykułu: (pij)

Za kulisami meczu Śląsk – ŁKS

May 22nd, 2003

Po zwycięskim meczu nad Śląskiem trener ŁKS Bogusław Pietrzak powiedział: – Wiedzieliśmy o jaką stawkę dzisiaj gramy. Ten fakt dotyczy obu drużyn. Widać to było w poczynaniach piłkarzy na boisku. W podbramkowych sytuacjach nie potrafili opanować się, zapanować nad stresem.

Dlatego czasem brakowało dokładności w ostatnim podaniu i przy oddawaniu strzałów, ale kładę to na karb nie tyle braku umiejętności co braku psychicznej odporności. Uważam jednak, że wygraliśmy zasłużenie, choć po bardzo wyrównanym spotkaniu, w którym obie drużyny mogły strzelić po kilka bramek. Piłkarze obu drużyn zbyt łatwo dochodzili do strzeleckich sytuacji, ale mimo to uważam, że mecz był ciekawym i stojącym na niezłym poziomie widowiskiem.

Marian Putyra – W pierwszych 30 minutach gry mieliśmy przewagę, ale nie potrafiliśmy jej wykorzystać. Dwie doskonałe sytuacje zaprzepaścił Ulatowski, który z kilku metrów nie trafił w bramkę ŁKS. Drużynie zupełnie podciął skrzydła niewykorzystany rzut karny. Strzelał go najbardziej doświadczony nasz piłkarz, a mimo to nie potrafił pokonać Jakuba Skrzypca.

Do końca rozgrywek są jeszcze cztery kolejki spotkań i nie myślimy o składaniu broni. Będziemy walczyli do końca o utrzymanie w lidze.

W Bełchatowie nie odpuściliśmy meczu. Grali w nim zawodnicy z podstawowego składu, ale nie podołali zadaniu. To samo zresztą widzieliśmy w dzisiejszym pojedynku z ŁKS.
Po zakończonym meczu kibice Śląska zgromadzili się przed klubowym budynkiem i domagali się odejścia trenera Mariana Putyry.

Autor artykułu: (mm)